Sławomir Święcki. Fot. Emil Marecki / sport.egit.pl

Sławomir Święcki. Fot. Emil Marecki / sport.egit.pl

Święcki: Okres gry w Stomilu wspominam świetnie

27.06.18 15:48   kyn   1  

Były zawodnik Stomilu Olsztyn i Jezioraka Iława Sławomir Święcki wziął udział w sobotę w Memoriale Andrzeja Biedrzyckiego. To była także doskonała okazja zamienić kilka zdań z byłym zawodnikiem olsztyńskiego klubu, który przez wielu fanów Stomilu kojarzony jest z rzutem karnym w barażu o pozostanie w Ekstraklasie.

- Spotykamy się w smutnych okolicznościach, bo na Memoriale Andrzeja Biedrzyckiego.

- To był szok dla wszystkich. Młodzi ludzie odchodzą, tak ważni dla wielu, co widać po frekwencji na memoriale.. Fajnie, że tyle osób pamięta. Wszyscy znali Andrzeja i wiedzą, że tam nie zajął się niczym innym, jak tylko tym co robił tutaj na ziemi. Patrzy na nas i na pewno ręce zaciera i cieszy się, że wszyscy o nim pamiętają.

- Jak pan pamięta Biedrzę?

- Jak przychodziłem do Stomilu, to Andrzej to już była historia. Wszyscy mieli do niego wielki szacunek a Andrzej był osobą, która bardzo szybko nawiązywała przyjaźnie. Wszyscy to powtarzali i ja nie będę tutaj jakiś wyjątkowy – Andrzej był otwarty dla wszystkich, to był dusza-człowiek. Sprawdzał się i na boisku i jako trener i jako kierownik drużyny. Potrafił zorganizować wszystko, otwierał ręce w każdym momencie i gdy przychodziłeś do niego, że czegoś potrzebujesz, to Andrzej to już wiedział, już załatwił. Problemem nigdy nie było to, czy Andrzej coś załatwi, tylko kiedy. Nie było znaczenia czy miałeś 17, 19 czy 45 lat – Andrzej traktował wszystkich jednakowo. Tacy ludzie się często nie zdarzają. To co ludzie mówią w koło od roku o Biedrzy, to wszystko jest prawda – taki był Andrzej.

- A jak to było z pańskim przyjściem do Stomilu? Zdradzi pan kulisy?

- Nie będę ukrywał, że pierwsza opcja była nieco inna. Kiedy w Jezioraku zaczęło się dziać trochę gorzej, a z drugiej strony przyszedł ten wiek, że trzeba było się zdecydować czy dalej coś robić w piłce, albo w piłkę się bawić, a miałem ambicje grać w piłkę, to zacząłem szukać czegoś wyżej. Było kilka opcji, które się nie udały. Wtedy znajomości Benka Gaca, ówczesnego dyrektora i Ziutka Łobockiego zadecydowały. Dogadali się, że ich cele są wspólne, że przydam się tutaj. Miałem wielkie ambicje grać w piłkę, ale gdy tu przyjechałem, to trener Łobocki powiedział mi, że przychodzę na pierwszy rok na naukę, ale widzi mnie w pierwszym składzie. Na szczęście dla mnie tak to się stało. Szybko się zaaklimatyzowałem, bo gros ludzi znałem, wtedy jest łatwiej. Strasznie fajne czasy. Organizacyjnie były trudniejsze, rzeczywiście było mnóstwo niejasności pod względem kart zawodniczych. Nie mieliśmy na to wpływu i byliśmy trochę niewolnikami tego, kto się dogadał, ale sam okres gry w Stomilu świetnie wspominam, chętnie tu przyjeżdżam, spotykam wiele osób, które kojarzą tamten okres Stomilu. Dla mnie to był super okres.

- Teraz czuje się pan bardziej Stomilowcem, czy jednak Jeziorowcem?

- Jeśli chodzi o sprawy czysto piłkarskie, to oczywiście najlepszy mój okres to ekstraklasy w Stomilu. Oczywiście jestem iławianinem, urodziłem się w Iławie i bardzo długo byłem związany z Iławą i Jeziorakiem. Każdy okres ma swój fajny bieg, mile się je wspomina. Wiele osób miało mi za złe, że z Jezioraka poszedłem do Stomilu. To był taki okres, że kibice z Iławy i Olsztyna słabo się ze sobą dogadywali. Jestem zaprzeczeniem takich problemów, mam świetny kontakt z ludźmi z Olsztyna, doskonale sobie radzę w Iławie. Wtedy i dzisiaj umiałem argumentami wytłumaczyć dlaczego byłem tam, dlaczego jestem tu. Z powrotem również, dlaczego byłem tu i wróciłem tam. Zawsze miałem na to argumenty i rozsądni ludzie potrafili to zrozumieć. Z rozsądnymi warto rozmawiać, nawet jeśli trzeba znaleźć chwilę by właśnie porozmawiać. Jeśli ktoś tego nie rozumiał - to już nie do końca mój kłopot. Mam przyjaciół i w Olsztynie i w Iławie i z wielką przyjemnością przyjeżdżam tu i mieszkam tam.

- Często się chyba nie spotykacie tak gremialnie jak przy okazji memoriału?

- Część chłopaków, z którymi ja grałem w piłkę, jeszcze gra - grają, trenują i pracują w Polsce. Gros zakończyła przygody z piłka, pracuje albo w piłce, albo w różnych zawodach. Bieg życia jest tak szybki, że nie ma takich okazji. Ostatnio tak właśnie rozmawialiśmy, że coraz częściej znajdujemy czas na pogrzeby niż na wesela i częściej na pogrzebach się spotykamy. To smutne. Dobrze, że są takie turnieje i możemy się spotkać. Oczywiście dużo fajniej by było, gdybyśmy mogli grać z Andrzejem a Ziutek siedziałby na ławce, ale to się nie odwróci. Trzeba pamiętać tych chłopaków, tych ludzi, bo to byli ludzie godni tego, żeby o nich pamiętać.

- Z kim w Stomilu trzymał się pan najbardziej?

- Cały czas przyjaźnię się z Marcinem Kłosowskim i Tomkiem Radziwonem. Spotykamy z rodzinami do dziś. Wielu z chłopków widujemy, zawsze chętnie powymieniamy swoje doświadczenia, poprzypominamy sobie gagi z dawnych lat, fajne i trudne chwile. Zawsze jest miło i przyjaźnie.

- Pierwszą rzeczą przychodzącą do głowy kibicowi Stomilu na dźwięk nazwiska Święcki to rzuty karne w meczu z Górniekiem Polkowice.

- To bardzo przewrotne momenty. Moja mama była na jednym meczu Stomilu i śmieje się, że był jak dwa - pierwszy i ostatni. Powiedziała mi, że zawał nie jest jej potrzebny i po tym karnym i barażach wolała tylko słyszeć suchy wynik. Sytuacja bardzo specyficzna. Dzisiaj się uśmiecham, wtedy to była ogromna presja. Wydawało się, że mamy mecz u siebie, damy radę. Przyszły te karne. Był jeszcze w kole Tomek Lenart, reprezentant Polski, ale presja była taka, że w którymś momencie poczułem popchnięcie i hasło "Święty ty". To wszystko pamiętam jak przez mgłę i do dziś czuję te emocje. Bez dwóch zdań było to dla mnie wielkie przeżycie. Wtedy może nie byłem młody piłkarsko, ale na tym poziomie na dorobku i w tak strasznie ważnym momencie. Ten karny był ważny dla mnie, dla drużyny, dla tego co się w Stomilu stało. Szkoda, że mimo wszystko ten wyrok na Stomil został jakby odłożony, odroczony. Wspominam to jednak przemiło i do dziś moje dzieci oglądają kronikę, która mój tata prowadził i uśmiechają się i są dumni z taty. To jest największa przyjemność.

- Stomil padł ofiarą własnych działaczy, ale też trochę reformy ligi. Było to chyba jednak nieuniknione?

- Wtedy w piłce działy się różne rzeczy, nawet terminarze i metody rozgrywek były ustalane pod tych, którzy byli bliżej tzw. koryta, ale rzeczywiście w Stomilu działo się wtedy źle i taka jest prawda. Zasady w sporcie i w biznesie muszą być proste. Na pewien poziom trzeba mieć pieniądze i nie można żyć obiecankami. Szkoda tylko, że Olsztyn, tak duże miasto, boryka się ciągle z problemami. Jestem w tym, czytam, rozmawiam z chłopakami, bardzo jest mi bliski ten klub. Olsztyn zasługuje na piłkę na najwyższym poziomie i jestem przekonany, że są ku temu możliwości. Chodzi tylko o to, by zebrać wszystkich, którym zależy na dobru tego klubu razem. Póki będą grupy, podgrupki, to niczego nie uda się zbudować, a jeśli nawet, to na krótko. Trzeba stworzyć porządne podwaliny i klub, który będzie wizytówką całego województwa. Olsztyn na to zasługuje.

- Był pan ostatnio na stadionie? Tam się niewiele od pańskich czasów zmieniło.

- Niestety, od tego trzeba zacząć. Od podstaw, przez szkolenie dzieci, po infrastrukturę. Przykładem była Ostróda kilka lat temu - łatwiej przyciągnąć inwestorów, gdy jest już stadion i wiadomo, że miasto jest z nami i na pomaga. Jestem przekonany, że od tego trzeba zacząć. Wtedy będzie łatwiej.

- Co teraz robi Sławek Święcki?

- Jestem nadal związany ze sportem, ale troszkę z drugiej strony. Prowadzę sklep sportowy w Iławie od pięciu lat. Rozwijamy się, bardzo się w tym odnalazłem. W Iławie jesteśmy takim punktem spotkań tych młodych, już bawiących się w piłkę. tych starszych ciągle związanych ze sportem. Sporo ludzi przychodzi do nas nie tylko, żeby zaopatrzyć się w sprzęt, ale także podyskutować, powspominać. Pomału idziemy do przodu w tej branży i liczę na to, że z roku na rok będzie jeszcze fajniej. Mam wspaniałą rodzinę, cudowną żonę i dwójkę dzieci. Żyjemy sobie w Iławie. Zdrowie - zawsze się śmieję - było, to i jest, więc pomalutku idziemy sobie do przodu.

- Rośnie konkurencja lokalnego potentata?

- Absolutnie nie. Z Marcinem Radziwonem mam wspaniały kontakt, dużo mi pomógł w tym biznesie i tak naprawdę Marcin Kłosowski, który pracuje z Marcinem Radziwonem, do tego mnie namówił.bardzo mnie obaj w pierwszych latach wspomogli i do dzisiaj świetnie współpracujemy. Nie rokuje za mocno do przodu, ale jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Mam pewne plany, ale bardzo spokojne. Zawsze byłem zwolennikiem jedzenia małą łyżeczką. Chcę się rozwijać lokalnie, nie mam raczej zapatrywania na ogromne interesy. Chciałbym, by mój sklep był docelowo takim miejscem spotkań, także wszystkich ludzi związanych z Jeziorakiem. Chcę by można było się u mnie nie tylko zaopatrzyć ale także porozmawiać o tym, jak organizować klubu w Iławie, by działały dobrze, jednogłośnie i by był kolejny mocny klub w województwie.

Tagi: Memoriał Andrzeja Biedrzyckiego Stomil Olsztyn Jeziorak Iława Sławomir Święcki

Komentarze

  1. 27.06.18 23:27 Kibic

    Wspaniały człowiek. Miałem przyjemność go poznać !

   _                  
  (_)                 
   _ _   _ _ __ _   _ 
  | | | | | '__| | | |
  | | |_| | |  | |_| |
  | |\__, |_|   \__,_|
 _/ | __/ |           
|__/ |___/            
 

Najnowsze artykuły

Twitter