Szymon Niestatek. Fot Artur Szczepański / archiwum stomil.olsztyn.pl

Szymon Niestatek. Fot Artur Szczepański / archiwum stomil.olsztyn.pl

Grał w piłkę, a teraz jest trenerem lekkoatletyki, czyli historia Szymona Niestatka

21.02.18 13:00   em   1  

Warmia Olsztynie nie potrafiła wycenić wartości wyszkolenia Szymona Niestatka. Trafił do Stomilu, ale nie było mu dane zagrać w Olsztynie w III lidze. Najwięcej w seniorskiej piłce grał w Mrągowii Mrągowo, piłkarsko odnalazł się także w Motorze Lubawa. W dzieciństwie miał rozterki, czy grać w piłkę, czy biegać. Po latach wrócił do lekkoatletyki i jako trener doczekał się już nawet medalu młodzieżowych mistrzostw Europy.

- Jak zaczęła się twoja przygoda z futbolem?

- W piątej lub szóstej klasie podstawówki po turnieju dzikich drużyn na Bałtyckiej trafiłem na trening Warmii Olsztyn. Wygraliśmy go i kilku chłopaków otrzymało propozycję treningów. Ja trafiłem do trenera Janusza Czerniewicza. Tylko ja poszedłem i zostałem przy piłce. Grałem wtedy w lidze wojewódzkiej młodzika. Pamiętam, że graliśmy ze Stomilem, a w składzie m.in. Grzesiek Żytkiewicz. W Warmii grałem chyba przez półtora roku. Potem trafiłem do Stomilu. Ściągał mnie trener Wenta. Były problemy z moim przejściem. Warmia nie chciała mnie na początku puścić. Do tego rozeszło się o koszty wyszkolenia, ale jak mój tata poszedł po rachunek, to nie byli wstanie wystawić.

- Ile miałeś lat jak trafiłeś do Stomilu?

- Piętnaście. Mogłem grać jeszcze w młodzikach, ale graliśmy w lidze juniora. Na początku ciężko było mi się przestawić, szczególnie fizycznie odstawałem przy starszych zawodnikach. Potem były różne przetasowania i grałem także w makroregionie. Mieliśmy fajną ekipę za trenera Wenty i zajęliśmy drugie miejsce. Wygrała Polonia Warszawa, a w składzie grał m.in. Marcin Kuś. Nie przegraliśmy z nimi meczu, bo u siebie wygraliśmy 2:1, a na wyjeździe 1:0. Wygraliśmy wtedy także w Piasecznie, ale grał u nas nieuprawniony zawodnik i dostaliśmy walkowera. Mieliśmy fajną ekipę, bo grał Grzesiek Misiura, "Kluczek" (Andrzej Kluczkowski - red.), z przodu grał Darek Pniewski. Dla nas to był sukces, bo makroregion był silny. Grała m.in. Jagiellonia Białystok, a w ich składzie piłkarze, którzy później grali w wyższych ligach.

- Jaka była wtedy organizacja w Stomilu?

- U siebie mieliśmy problemy z boiskiem, bo graliśmy na pustyni przy ul. Warszawskiej. Często lepiej graliśmy na wyjazdach, bo rywale grali na dobrych placach. Klimat był fajny, bo na wyjazdy często jeździliśmy ze starszymi piłkarzami od Jarosława Sankowskiego. Dostawaliśmy diety po 10 złotych lub obiady i walczyliśmy.

- Jelczem jeździliście?

- Tak! Taki obklejony był za czasów Ekstraklasy. Parę wyjazdów się trafiło, jak Stomil grał u siebie. Bardzo często graliśmy w niedzielę. Ludzie do kościoła, a my na mecz. Wyobraź sobie grę w maju na Warszawskiej. Czasami nie było widać, kto biegnie, bo tak się kurzyło. Jesienią było lepiej, ale generalnie był to fajny czas. Tak dobrnęliśmy do wieku juniora, ale zmienił się trener. Na pół roku wziął nas trener Lisiecki i potem już graliśmy z Krzysztofem Połujańskim. Grałem też na bocznym boisku w rezerwach Stomilu. Trenował mnie przez pewien moment Józef Łobocki.

- Jak wspominasz czasy treningów w rezerwach?

- Wtedy trenowali z nami m.in. Piotrek Tyszkiewicz, Robert Kiłdanowicz, czy Andrei Siniczyn. Ja się wtedy bardzo dużo nauczyłem. Robiło się trening strzelecki dla Jarka Bako. Był poziom, jak przychodzili piłkarze z pierwszego zespołu.

- Latem 2002 roku pojawił na piłkarskiej mapie Olsztyna klub o nazwie OKP Warmia i Mazury.

- Prezesem był Alojzy Jarguz, przyszedł też słynny sekretarz Miklas, który każdy grosz miał przeliczony. Zaczynali od zera, ale były jakieś skromne stypendia, chociaż na początku graliśmy za darmo. Ja miałem propozycje z Polonii Lidzbark Warmiński. Jeździliśmy na testy do różnych klubów, bo rozpadły się rezerwy, a nie wiedzieliśmy, że powstanie OKP. Z Jackiem Gabrusewiczem nieźle wypadliśmy na testach. Dwa tygodnie przed startem IV ligi okazało się, że powstało OKP. Nastąpił wybór między pieniędzmi, a grą u siebie. Ja wychodziłem z założenia, że dopóki ktoś będzie mnie chciał w Olsztynie, to nigdzie się nie ruszam, nawet kosztem pieniędzy. Początki piłkarskie były ciężkie. Na koniec rundy byliśmy jakoś kilka miejsc nad strefą spadkową. W przerwie przyszedł trener Daniel Dyluś i to poukładał. Wygraliśmy na wiosnę chociażby 1:0 z Jeziorakiem Iława. Ekipa zrobiła się bardzo fajna, zakończyliśmy sezon w czubie tabeli.

- Stomil spadł z II ligi i klub całkowicie się rozpadł.

- I wtedy zarząd OKP postawił nam jasny cel, czyli awans do III ligi. Przez rundę jesienną prowadził nas Daniel Dyluś, ale musiał zrezygnować z powodu złego stanu zdrowia. Zespół przejął Andrzej Biedrzycki.

- A w tle był konflikt z kibicami Stomilu.

- My nie wiedzieliśmy o co w tym chodzi. Wszyscy praktycznie byliśmy wychowankami Stomilu, ale nie mieliśmy szans gry w pierwszym zespole. Wybór był prosty, albo idziemy w województwo, albo zostajemy w OKP. Pamiętam, że czasami na trybunach było ostro.

- Awans udało się wywalczyć.

- Jeszcze jesienią wygraliśmy ważne spotkanie w Ostródzie z Sokołem. Wtedy było już pewne, że dobrze nam idzie i atakujemy III ligę. Przyszło kilku doświadczonych zawodników. Była straszna walka, żeby załapać się do osiemnastki meczowej. Wiosną były praktycznie same zwycięstwa. Na 2 lub 3 mecze przed końcem zapewniliśmy sobie awans. Ja niestety świętowałem o kulach, bo doznałem kontuzji.

- W III lidze zespół grał jako OKS 1945, ale ciebie już w nim nie było.

- Nie zdążyłem się wyleczyć do obozu i zrezygnowali ze mnie. Jak się wyleczyłem, to do startu ligi było ze trzy tygodnie.

- Masz żal, że nie dostałeś swojej szansy?

- Wtedy jakiś był, bo liczyłem, że chociaż te pół roku zostanę i dostanę szansę gry. Nie mówię, że w pełnym wymiarze czasu, ale wspólnie ten awans zrobiliśmy i byłem rozczarowany.

- Bardzo fajna była wtedy III liga.

- Na kilku spotkaniach byłem i widziałem jak to z boku wyglądało. Ja już wtedy grałem w Ostródzie. Miałem tam niezłą szkołę życia, bo trafiłem w bardzo hermetyczne środowisko, ciężko było się przebić. Kilka spotkań fajnych zagrałem, ale pojawiła się kolejna kontuzja. Mimo wszystko zachowałem ciągłość w grze i treningach. To było najważniejsze. Po pół roku ja tam nie chciałem grać, ale oni też mnie nie chcieli. Kolejne pół roku spędziłem w Mrągowii Mrągowo. Jeszcze w lutym nie miałem gdzie grać, ale wziąłem udział w turnieju na Warmii. Dobrze się zaprezentowałem, "Biedrza" fajnie się zachował i podał mi pomocną dłoń, bo nie miałbym gdzie grać. Fajna ekipa wtedy była, bo grał m.in. Piotrek Krztoń, Andrzej Kowalczyk, czy Lubomir Wasilewski. Atmosfera była super, ale Andrzej Biedrzycki zawsze o to dbał. Fajnie się tam grało, fajnie trenowało.

- Stomil spadł wtedy i wszystko wróciło do punktu wyjścia. IV ligi i trenerem ponownie został Daniel Dyluś.

- "Biedrza" wtedy przeszedł do Dobrego Miasta, bo wszedł tam poważny sponsor i zaczął budować silny zespół. Miałem stamtąd propozycję, ale także i z Olsztyna. Ten sam dylemat, co wcześniej. Postąpiłem tak samo i zostałem u siebie. Pojawił się kolejny konflikt z kibicami. Tym razem z trenerem Danielem Dylusiem. Graliśmy taki mecz nie pamiętam gdzie...

- W Gołdapi.

- Tak. Trener dostał od gościa gazetą, kogoś zabolał wywiad udzielony przez trenera Dylusia.

- Po tym meczu Dyluś wyleciał ze stanowiska, za wyniki sportowe.

- Nie do końca nam szło, a zespół przecież miał potencjał. Nie mogliśmy odpalić. Chodziły słuchy, że gramy przeciwko trenerowi, no ale sam nie wiem... Fakt, że ten mecz z Romintą przegraliśmy.

- Przyszedł trener Andrzej Nakielski.

- Zaczęło się ciągnięcie w drugą stronę. Ja nie wspominam dobrze tego okresu. Generalnie fajnie, bo trener stawiał na młodych zawodników. Po kolei starsi zwodnicy musieli odchodzić. Nie wszyscy młodzi byli natychmiast od nas lepsi, ale kilku utalentowanych było jak np. Paweł Łukasik, czy Przemek Czerwiński. Jedni nadawali się do podstawowej jedenastki, a niektórzy grali już na siłę. Bolało to, że niektórzy byli słabi i grali. Był taki mecz z Huraganem Morąg. Wygraliśmy i strzeliłem bramkę. Kilka dni później trener mi mówi: O, ja nawet nie wiedziałem, że ty bramkę strzeliłeś. No jak trener nie może tego wiedzieć? Niby to był żart, ale między wierszami dało się odczuć, że jest się już niepotrzebnym. Jeszcze jesienią niektórzy słyszeli, że już grać tutaj nie będą. W wieku 24. lat usłyszałem, że jestem za stary na grę w piłkę. To bolało, ale trzeba było szukać sobie nowego klubu

- I wróciłeś do Mrągowa.

- Tym razem trenował ich Piotr Zajączkowski. Fajne doświadczenie, bo był bardzo zaangażowany w robotę, miał fajny warsztat. U niego miałem pierwsze ćwiczenia na gumach. Całkiem nieźle sobie radziliśmy wtedy. DKS Dobre Miasto bił się z Olimpią Elbląg o awans. W Dobrym Mieście przegraliśmy 1:3, a ja strzeliłem jedną bramkę. Potem trener Zajączkowski odszedł do Ruchu Wysokie Mazowieckie, a my do końca z miejscowym trenerem biliśmy się o pozostanie w IV lidze. W derbowym meczu z Granicą Kętrzyn zremisowaliśmy 3:3 i dało to nam utrzymanie. Rozpadło się Dobre Miasto i Biedrza był wolny i w końcu wrócił do Mrągowii.

- Trochę pograłeś w Mrągowii.

- Za drugim razem to łącznie dwa lata. Grałem w tej nowej III lidze po połączeniu z podlaskim związkiem. Pod koniec już mi nie szło, ale wtedy Biedrza mi pomógł w inny sposób. Szepnął dobre słówku swojemu koledze Wojciechowi Tarnowskiemu i trafiłem na testy do Motoru Lubawa. Po pewnym czasie trener odszedł do Jezioraka, a do nas trafił Tadeusz Justka. Mało znany trener, nie wiem skąd go wytrzasnęli. Mieliśmy wtedy niezłe stypendia i dobre premie. 200 złotych za zwycięstwo na wyjeździe, 150 u siebie, więc jak się trafiły trzy mecze w tygodniu, to można było sporo zarobić (śmiech). Jak na tamtą ligę mieliśmy niezłe warunki, w pewnym momencie organizacyjnie ich to trochę przerosło. Za trenera Andrzeja Błaszkowskiego także grałem. W pewnym momencie zaczęli odstawiać zawodników z Olsztyna i nie otrzymałem propozycji przedłużenia kontraktu.

- Wróćmy jeszcze do Mrągowa. Na treningi jeździłeś słynnym "Biedrzobusem"?

- O jezu.... jasne, że tak! Te legendarne wyjazdy zapisały się w historii nie tylko mojej. Tydzień przed śmiercią "Biedrzy" mieliśmy zawody lekkoatletyczne w pobliskim parku, więc odwiedziłem trenera w klubie. Wspominaliśmy i rozmawialiśmy przy kawce. Nie mogłem uwierzyć, że już go z nami nie ma. Po pogrzebie wspominaliśmy te wyjazdy. Jest mnóstwo wspomnień. Np. przed jednym z treningów musieliśmy zajechać do któregoś z prezesów Mrągowii. Luksusowa posiadłość, dużo terenu, a brama otwarta, to wjechaliśmy. Zawsze na takim terenie jest pies, ale nie było go widać. Trener wysiadł, poszedł, ale za chwilę uciekał, bo gonił go wielki pies. "Chyba mnie dziabnął, chyba mnie dziabnął" - opowiadał emocjonalnie. Skończyło się chyba na podartych spodniach, ale sprawa została załatwiona. Trener dbał o atmosferę w szatni. Zawsze miał swoją torbę z butami i getrami. Jak nam zalegali z forsą, to potrafił pójść i załatwić. Człowiek orkiestra. Treningi były dobre, wyniki mieliśmy dobre, a i inne sprawy udawało się załatwić. To był dobry czas dla Mrągowa, rozwinęli się za Biedrzy. I za nim też szli ludzie. Ja zawsze się bałem, że gdzieś pójdę, to będzie trudniej przebić się do zespołu. Jak trener był z zewnątrz, to było nam łatwiej. W Mrągowii udało się zrobić zespół pół na pół - miejscowi i z zewnątrz. Pamiętam jednak taki mecz w Olsztynie. Stomil bił się o awans, a my wygraliśmy z nimi 1:0. Dwóch chłopaków było miejscowych, a reszta z Olsztyna, a większość to tacy, którzy stracili miejsce u Nakiela w Stomilu. Sportowo wtedy się podbudowaliśmy, Biedrza tak samo. Paweł Alancewicz to mało szatni z radości nie rozwalił. Emocji było sporo w tym spotkaniu. Kibice fajnie przyjęli Biedrzę, bo skandowali jego imię i nazwisko. To był jeden z moich przyjemniejszych spotkań w przygodzie z futbolem.

- Ostatnie pół roku to gra w Stomilowcach.

- To już była końcówka. Piłka nożna nie sprawiała mi już takiej radości. Szukałem naturalnego przejścia, więc pojawiła się lekkoatletyka. Ciężko mi było to wszystko pogodzić. Trzeba było wybrać, bo treningi z dziećmi, a później treningi na Dajtkach, były już dla mnie męczące. Darek Maleszewski zrobił niezłą ekipę. Ja grałem na obronie w takim towarzystwie, że praktycznie się nie męczyłem podczas samych spotkań (śmiech).

- Skąd się wzięła lekkoatletyka w twoim życiu?

- Początkowo razem z moim ś.p. tatą oglądaliśmy przed telewizorem mistrzostwa, czy to igrzyska olimpijska. Tłumaczył mi wszystko. W szkole dużo miałem tej dyscypliny. Startowałem w wielu zawodach i miałem nawet rozterki. Czy biegać, bo sobie nieźle radziłem, czy grać w piłkę. Zacząłem uczyć wf-u w małej wiejskiej szkole i po jednych zawodach uznałem, że sukces możemy osiągnąć tylko w sportach indywidualnych. Tylko w takiej dyscyplinie wyciągniemy z dzieciaków potencjał, w sportach zespołowych nie mieliśmy żadnych szans. W jednej szkole zacząłem prowadzić zajęcia dodatkowe. Potem dogadałem się się w Dywitach z klubem Asy, żeby założyć sekcję. Prezes przystał na to i tak zaczęliśmy trenować. W tym roku będzie dziesięciolecie klubu, a w samej lekkiej jestem 12 lat. Parę doświadczeń z piłki wyciągnąłem tutaj. Zaczęły się pojawiać pierwsze medale wojewódzkie, potem międzywojewódzkie, medale mistrzostw Polski, a nawet Europy. Zaczął się nowy rozdział w moim życiu.

- Doczekałeś się nawet stadionu w Dywitach z prawdziwego zdarzenia.

- Zaczęliśmy osiągać sukcesy i w urzędzie wyjęli z archiwum projekt, trochę go poprawili i udało się. Mamy teraz bieżnię 300 metrową. Jest sztuczne oświetlenie. Świetna sprawa, bo możemy trenować jesienią i jest bezpiecznie. Bardzo blisko jest szkoła i tam też możemy trenować. Niektóre większe ośrodki lekkoatletyczne nie mają kawałka tartanu, a my w takiej małej miejscowości mamy.

- Sam działasz?

- Przez dłuższy czas tak było. Zawodnicy byli coraz starsi, a trzeba było zacząć budować zaplecze. I teraz jedna z nauczycielek prowadzi młodszą grupę, a ja zajmuję się starszą grupą zawodników. Mamy sześć treningów w tygodniu. Tylko niedziela jest wolna. Nie jest to łatwy sport. Trzeba mieć charakter. Przychodzi okres jesienno-zimowy i trzeba wyjść na dwór. Wieje, pada, to kształtuje charakter. Mamy wsparcie z gminy, nie możemy narzekać. Są sponsorzy, rodzice wspierają, radzimy sobie.

- Alicja Potasznik to wasza największa nadzieja na medale?

- Utalentowana dziewczyna, sumiennie pracuje. Ma predyspozycje do osiągnięcia sukcesów. Najbliższe 2-3 lata będzie decydujące. Rekordy życiowe cały czas bije, jest w czołówce Polsce. W 2016 roku była na mistrzostwach Europy i zdobyła medal w sztafecie szwedzkiej. Mentalnie w najważniejszym momencie potrafi się zebrać. Jest wielu zawodników w tej dyscyplinie, którzy na treningach radzą sobie super, a podczas zawodów niekoniecznie. Rywalizacja jej nie przeszkadza, a podkręca i motywuje.

- Pracujesz jeszcze w wojewódzkim związku. Jak się czujesz jako działacz?

- Nie traktuje się jako działacz (śmiech), chociaż formalnie jestem wiceprezesem. Bardziej czuję się trenerem. Staram się pomóc ile się da. Działam przy organizacji zawodów. Lekka jest trudnym sportem, nie jest tak medialna jak piłka nożna. Dla dziewczyn, których trenuje najwięcej, to może być ciekawy sposób na przeżycie przygody. Dla dzieci z podstawówek, to może być dobra baza pod inne sporty. Ja w piłce akurat miałem to szczęście, że byłem dobrze przygotowany motorycznie. Warto zacząć lekkoatletykę, żeby się "usprawnić", a potem zawsze można iść w inne sporty. Wkręciłem się w to i żyję tym. Dużo to czasu zajmuje. Bo oprócz treningów, trzeba organizować także klub. Nie mogę jednak narzekać, bo mam wsparcie innych osób.

Tagi: Asy Dywity Stomil Olsztyn Szymon Niestatek Andrzej Biedrzycki

Komentarze

  1. 27.02.18 11:45 Op

    A nasz Były gracz juniorów z Granicy Pieterczyk Damian ,wygrał 4 razy mistrzostwo Europy strażaków we Włoszech ,a jesienią na otwarcie stadionu w Chorzowie pogonił kenijczykow i wygrał tam maraton 2,23 czas ,co jak na początki z maratonem jest wynikiem świetnym ,grając w wojewódzkich klubach piłkarskich nie osiągnął by tego ,wiedział co ma robić ,trener Ludwikowski z Olsztyna dobrze nim pokierował!

 _        _           
| |      | |          
| |_ ___ | |__   ___  
| __/ _ \| '_ \ / _ \ 
| || (_) | |_) | (_) |
 \__\___/|_.__/ \___/ 
                      
                      
 

Najnowsze artykuły

Twitter