Mariusz Wach. Fot. sport.egit.pl

Mariusz Wach. Fot. sport.egit.pl

"Znani nie tylko w Olsztynie": Mariusz Wach

15.09.17 09:35   em   1  

Mariusz Wach na początku tygodnia przebywał w Olsztynie na zaproszenie Przemysława Opalacha. W jego klubie bokserskim poprowadził pokazowy trening. Właśnie przed nim mieliśmy okazję porozmawiać. Dlaczego Wach nie grał w koszykówkę w szkole podstawowej? O igrzyskach olimpijskich w Atenach oraz dopingu. Zapraszamy do rozmowę z serii "Znani nie tylko w Olsztynie".

- Nasze rozmowy z serii "Znani nie tylko w Olsztynie" zaczynamy zawsze tym samym pytaniem. Dlaczego boks?

- Przypadek (śmiech). Moja przygoda ze sportem zaczęła się od innych sztuk walki. Chwilę trenowałem kickboxing i kung-fu. Po wojsku trafiłem na salę bokserską i tak się zaczęło.

- Nie ciągnęło do innego, drużynowego sportu? Wzrostem (202 centymetrów - red.) pasujesz do np. koszykówki.

- W mojej starej szkole w Krakowie nie mieliśmy sali gimnastycznej i ciężko było o gry zespołowe. Później poszedłem do szkoły ponadpodstawowej i tam koledzy grali już w siatkę lub kosza, a ja wolałem robić coś innego niż się wygłupiać. Gdzieś tam grało się w tego kosza, na jakiejś rozgrzewce, ale w ogóle mi się to nie podobało.

- Pierwsze sukcesy przyszły w boksie amatorskim. Najbardziej szkoda tych igrzysk olimpijskich w Atenach?

- Raczej nie... bo i tak bym tam nic wielkiego nie osiągnął. Nie miałem takiego doświadczenia, bo byłem raptem po parunastu walkach. Chociaż z drugiej strony, byłaby fajna pamiątka z występu na igrzyskach. Na turniejach przed olimpiadą bardzo dobrze się prezentowałem. Wygrywałem z solidnymi zawodnikami i władze amatorskiego boksu zaproponowały mi "zieloną kartę" na igrzyska. Poleciałem do Grecji i na miejscu czekałem, czy ktoś z polskiej ekipy nie mógłby walczyć, to wtedy ja bym automatycznie wskoczył.

- Rok później (2005) już pierwsza walka w boksie zawodowym.

- Nie było już pieniędzy z bosku amatorskiego... Tych lat na karku już trochę miałem i trzeba było myśleć o przyszłości. Nadarzyła się okazja, bo mój pierwszy promotor Andrzej Gmitruk zaproponował mi walkę. Skorzystałem i uważam, że to było dobre posunięcie. Niektóre osoby miały pretensje do mnie, że mogłem jeszcze zostać na cztery lata w boksie amatorskim i powalczyć o medal na kolejnej olimpiadzie. Nabrałbym wtedy dużego doświadczenia, ale nie chciałem czekać kolejnych czterech lat, różnie w sporcie bywa, jakaś kontuzja by się pojawiła w ostatnim momencie.

- Pamiętasz swoją pierwszą walkę w boksie zawodowym?

- Nazwiska rywala nie podam... szybka robota, nokaut w pierwszej rundzie (29 kwietnia 2005 r., Świebodzice, Deniss Meļņiks z Łotwy - red.).

- Najważniejsza walka to oczywiście z Władymirem Kliczko?

- Nie miałem wtedy takiego doświadczenia jakby się wydawało (porażka na punkty - red.). Paręnaście tych walk w siedem lat stoczyłem, ale to było takie wejście z średniego poziomu na mistrzowski. To był ogromny przeskok. Byłem świetnie przygotowany psychicznie oraz fizycznie. Zabrakło mi doświadczenia.

- Mimo wszystko wytrzymać dwanaście rund z jednym z braci Kliczko to jest spory wyczyn.

- Nie tacy mistrzowie padali przed czasem. Dostałem wtedy niezły wpierdziel, ale też próbowałem parę razy się odgryźć.

- Osobiście pierwsze walki zawodowego bosku widziałem z udziałem Andrzeja Gołoty.

- (śmiech) To chyba każdy zarywał noce na oglądanie tych walk. Czekało się do białego rana na walki z jego udziałem. Czy był moim idolem? Po części na pewno, ale nie naśladowałem go. Jak zaczynałem, to nie myślałem, że będę walczył w USA na takich dużych galach.

- Kiedy zobaczymy Mariusza Wacha ponownie w ringu?

- Chcę zaboksować w listopadzie lub w grudniu. Są prowadzone w tej sprawie rozmowy. W najbliższym dniach powinno się wszystko rozstrzygnąć. Jeszcze się przypomnę fanom boksu.

- Liczysz, że jeszcze coś poważnego wywalczysz w zawodowym boksie?

- Jasne, że tak. Trzeba ciężko pracować i nie można nikogo lekceważyć. Trzeba solidnie trenować. Chciałbym jeszcze powalczyć o coś więcej, w rankingach jestem wysoko notowany. Trenuje po to, żeby powalczyć jeszcze o najwyższy laur.

- Rozmawiamy przy okazji twojego treningu z bokserami z Olsztyna. To kierunek na kolejne lata?

- W przyszłości na pewno zostanę trenerem, a teraz chciałbym zebrać trochę doświadczenia w pracy z młodymi adeptami boksu. Później będzie mi łatwiej. Umiem boksować, ale jeszcze trzeba umieć to przekazać innym.

- Skąd się znacie z Przemkiem Opalachem?

- Z boksu amatorskiego raczej nie... gdzieś już w zawodowstwie, na którejś z gal musieliśmy się poznać.

- W ostatnich latach boks w Polsce jest w cieniu MMA.

- Taki jest teraz trend. Dużą robotę robi KSW, ich show jest bardzo fajne. Dużo zawodników chce tam spróbować swoich szans.

- Ty nie dostałeś takiej propozycji?

- Były jakieś rozmowy, ale ja chcę skupić się wyłącznie na boksie.

- W każdym większym wywiadzie z tobą pojawia się motyw dopingu. Ja nie będę lepszy, chociaż celowo poczekałem na sam koniec, to musi drażnić, że tak długo się to ciągnie za Tobą.

- Często się muszę z tego tłumaczyć... Po walce z Kliczko nie miałem adwokata i nie mogłem się bronić tak jak chciałem. Nie mogłem przebadać w neutralnym miejscu próbki B. Przegrałem walkę, a potem takie sprawy jeszcze wyszły. Jest decyzja, nie masz możliwości się bronić, przebadać próbki gdzie indziej. Dużo myślałem na ten temat. Wkurzała mnie strasznie ta przerwa. Po walce z Aleksandrem Powietkinem też chcieli mnie w coś wmieszać...

- Na sam koniec powiedz, czego życzyć Mariuszowi Wachowi?

- Dużo szczęścia i żeby mnie kontuzje omijały!

Tagi: Znani nie tylko w Olsztynie Mariusz Wach

Komentarze

  1. 19.09.17 20:15 Kloc

    Rusza się w ringu jak wóz z węglem.

               _         
              | |        
__      _____ | |_ _   _ 
\ \ /\ / / _ \| __| | | |
 \ V  V / (_) | |_| |_| |
  \_/\_/ \___/ \__|\__, |
                    __/ |
                   |___/ 
 

Twitter