Piotr Krztoń. Fot. sport.egit.pl

Piotr Krztoń. Fot. sport.egit.pl

Krztoń: Poziom II ligi dla Warmii był za wysoki

16.04.17 08:10   em   2  

Warmia Olsztyn w tym roku będzie obchodzić dwudziestolecie awansu do starej II ligi. Jednym z piłkarzy, który przyczynił się do tego sukcesu był Piotr Krzoń. Zapraszamy do wywiadu z serii #WarmiaOlsztynw2lidze.

- Jak trafiłeś do Warmii Olsztyn, bo przecież jesteś wychowankiem Stomilu Olsztyn.

- Jestem wychowankiem Józefa Blanka. W seniorskiej kadrze Stomilu przewijałem się za czasów Józefa Łobockiego i Stanisława Dawidczyńskiego. Miałem szansę zagrać kilka minut w Zamościu w meczu z Hetmanem. Na jednym z treningów Stomilu zabrakło zawodników do gry wewnętrznej no i wzięli mnie oraz Dariusza Rzońcę. Grę widział Jerzy Budziłek i zaproponował mi grę w Warmii.

- I to była słusznie obrana droga.

- Oczywiście. Nie żałuję decyzji przejścia do tego klubu, bo nie wiem, czy miałbym szansę gry w Ekstraklasowym Stomilu, bo moim zdaniem wtedy nie rządziły tylko aspekty sportowe. Najpierw jak trafiłem do Warmii to walczyliśmy o utrzymanie. Potem był ten sezon w III lidze, w którym zajęliśmy pierwsze miejsce. Nikt się tego nie spodziewał. My graliśmy dla siebie, chcieliśmy w każdym meczu pokazywać się z dobrej strony i nagle kilka kolejek przed końcem okazało się, że mamy szansę na awans. Na ostatni mecz pojechaliśmy do Warszawy na mecz z Olimpią. Straszny upał, boisko tak twarde, że nie dało się biegać. Udało się nam wygrać 2:1 i awansowaliśmy na zaplecze Ekstraklasy (sezon 1996/97 - red.). Później impreza pod ratuszem, policja. 

- Przyjście Adama Zajera sprawiło, że byliście w stanie wygrywać ze wszystkimi w tej lidze.

- Adam to bardzo charyzmatyczna postać, a piłkarzem był nieprzeciętnym. Był motorem napędowym naszej ekipy, tchnął ducha w drużynę. Na boisku dawał bardzo dużo, od innych też wymagał. 

- Dostawaliście jakieś wynagrodzenie za swoją grę?

- W III lidze były jakieś skromne pieniążki, dopiero po awansie otrzymaliśmy normalne pensje. Ja byłem zadowolony z tego co dostawałem. Robiłem, to co lubiłem, a jeszcze dostawałem za to pieniądze. Ja nie jestem mocno wymagający, ale zarząd robił wszystko, żeby było to co nam obiecali. Wszystko spinał dyrektor Miklas jak powiedział, że będzie, to było. Był wymagający dla nas, ale od siebie także dużo wymagał. Zabieraliśmy na wyjazdy zupę w termos, no i co z tego, że jedliśmy ja na parkingu? Wystarczyło kawałek ławki i było fajnie. 

- Wszystko wypłacili?

- Mi osobiście tak. To były ciężkie czasy, pod koniec były jakieś próby zmniejszenia kontraktu, ale ja nie pamiętam, żeby mi coś zalegali. 

- Niestety Warmia w II lidze grał tylko jeden sezon. Czego zabrakło żeby się utrzymać? 

- Z perspektywy czasu i z tego, że sam jestem teraz trenerem, to wydaje mi się, że poziom był za wysoki jak dla nas. Kiedyś myślałem, że przejście z juniora do seniora to pikuś. To była inna jakość, inne zespoły. Początek momentami był fajny, czegoś nam brakowało. Zabrakło nam doświadczenia, chociaż mieliśmy w swoim składzie m.in. Adama Zejera, Pawła Charbickiego, czy później Jarosława Bako. Inni zawodnicy uczyli się tego grania. Było stać nas na to utrzymanie, ale w pewnym momencie coś pękło. 

- Początek mieliście obiecujący, bo chociażby remis z Górnikiem Łęczną, zwycięstwo u siebie z Okocimskim Brzesko, czy z Czuwajem Przemyśl. Kryzys przyszedł po porażce w Iławie z Jeziorakiem 1:5. 

- Ja do drużyny dołączyłem dopiero na mecz z GKS-em Bełchatów (VII kolejka - red.), bo podczas przygotowań miałem pękniętą kość strzałkową. Debiut w II lidze miałem znakomity, bo pojawiłem się na boisku i strzeliłem bramkę. Zremisowaliśmy ten mecz 1:1. Bardzo liczyliśmy, że uda się nam nawiązać walkę z Jeziorakiem, ale zespół z Iławy był wtedy na fali. To nie był taki mecz, który ewidentnie przegraliśmy, na początku był, to wyrównany mecz. I tak to się zaczęło. Niestety to były czasy, gdzie na boisku rządziła kasa, nie we wszystkich spotkaniach decydowała piłka. 

- Ale nie możesz powiedzieć, że spadliście, bo w kilku spotkaniach mogli was przekręcić. 

- Nie, bezapelacyjnie nie. To tylko gdybanie, bo nikt za rękę nie złapał. Może sędzia miał akurat słabszy dzień w niektórych spotkaniach... Zresztą w jednym ze spotkań to nas posądzili, że sprzedaliśmy mecz, a przegraliśmy po jakimś fatalnym błędzie. 

- Wracając do tej bramki z Bełchatowem, to po Olsztynie nadal krążą o tym strzale legendy. 

- (śmiech) Nie pamiętam teraz w której minucie mnie trener wpuścił na boisko. Dostałem podanie na lewej stronie, zabrałem się z piłką do środka na prawą nogę. Janusz Prucheński, który był wtedy zawodnikiem GKS-u krzyknął, że spokojnie, bo ja tylko z lewej umiem strzelić. Uznałem, że nie mam komu podać, to oddam strzał prawą nogą. No i wpadło z 25 metrów. Potem jeszcze raz strzeliłem w Bełchatowie, jedną bramkę w którymś meczu z karnego. Mam też na koncie swojaka, bodajże w meczu z Hutnikiem Kraków. Kupiłem wtedy sobie nowe buty. Wchodziła taka nowa moda na biały kolor. I potem się ze mnie śmiali, a raczej z moich nowych korków. 

- Dało się wyżyć z tego grania w Warmii? Czy musieliście łączyć to z pracą? 

- Wszyscy moi koledzy żyli z piłki, tylko ja w rundzie wiosennej postanowiłem iść do pracy, bo wiedziałem, że wielkim piłkarze nie zostanę. Gdy inni trenowali rano, to ja popołudniu miałem dwa treningi. 

- W pewnym momencie działacze podziękowali Jerzemu Budziłkowki. 

- Trafił do Warmii Józef Gładysz z Gdańska. Zupełnie inna myśl. Treningi profesjonalne, po dwie godziny, czasami może i monotonne. Część uważa, że nas zajechał i nie mieliśmy świeżości. Potem zespół przejął Janusz Czerniewicz. 

- Porażka 0:9 na Cracovii musiała boleć. 

- Aj, nie warto do tego wracać. W innych spotkaniach nie byliśmy takimi chłopcami do bicia. Każdy z nas walczył do końca, bo chciał się pokazać. Wojciech Jałoszewski dostał zaproszenie do Hutnika Kraków i mógł tam grać, ale się właściciel karty nie dogadał. Inni trafili do Świtu Nowego Dworu Mazowieckiego. Artur Januszewski grał później w Stomilu. 

- To był fajny okres piłkarki w Olsztynie. Wy graliście w II lidze, Stomil w I lidze. 

- Jak strzeliłem bramkę w meczu z Bełchatowem, to pierwszy raz widziałem, żeby tak kibice na Warmii zareagowali. Przychodziło sporo widzów na nasze spotkania. 

- To twój najlepszy okres w seniorskiej piłce? 

- Tak, ale miło wspominam także okres w Stomilu. Szczególnie ten wyjazd do Zamościa, gdzie Andrzej Jasiński zgłosił uraz i zabrali mnie na ten mecz. Siedziałem w tym autokarze gdzieś z boku, ale starsi zawodnicy szybko zaprosili do siebie. Strasznie to miło wspominam nawet teraz. Do tej pory mamy dobry kontakt ze sobą. Ten i Stomil wspominam rewelacyjnie. 

Tagi: Warmia Olsztyn Piotr Krztoń WarmiaOlsztynw2lidze

Komentarze

  1. 17.04.17 20:38 ABC

    To jak to jest: Krztoń policjant i nie zgłosił korupcji w piłce? A "redaktor" chyba głodny bo litery zjada.

  2. 17.04.17 20:29 bartek

    Podobno za trenera Gładysza Warmia w przygotowaniach do rundy wiosennej rozegrała kilkanaście sparingów. Co było dosyć dużym obciążeniem dla piłkarzy.

   _ _     _      
  (_|_)   | |     
   _ _  __| | ___ 
  | | |/ _` |/ _ \
  | | | (_| |  __/
  | |_|\__,_|\___|
 _/ |             
|__/              
 

Twitter