Jacek Płuciennik. Fot. Archiwum MOKS Stomil Olsztyn

Jacek Płuciennik. Fot. Archiwum MOKS Stomil Olsztyn

Jacek Płuciennik. Wspomnienia o byłym napastniku Stomilu Olsztyn

03.09.15 07:55   kyn   0  

W czwartek 3 września przypada 17. rocznica śmierci Jacka Płuciennika. Zginął w wypadku pod Gryźlinami, wracając z Olsztyna do Łodzi. Gdyby żył, miałby teraz 45 lat.

Był zawodnikiem Boruty Zgierz, ŁKS-u Łódź i olsztyńskiego Stomilu. W Olsztynie, niezwykle popularny i lubiany przez kibiców, rozegrał 87 spotkań i strzelił 10 bramek. Według wielu opinii, był najlepszym piłkarzem, jaki został ściągnięty do Stomilu spoza regionu.

Oto jak wspominają go koledzy z boiska i osoby związane z olsztyńskim sportem.

  • Maciej Świniarski – dziennikarz Radia Olsztyn:

- Ja pamiętam moment jego śmierci, gdy byłem w liceum, bo były to jeszcze czasy, gdy się uczyłem. Pamiętam okładki gazet, w których były zdjęcia Jacka i miejsca tego wypadku i to, że mimo iż nie wszyscy się Stomilem interesowali, to Jacek Płuciennik był taką postacią, że było czuć, że odszedł ktoś ważny, ktoś znaczący, ktoś, kto się dla miasta zasłużył, mimo to, że nie był przecież Olsztynianinem. Zaskarbił sobie sympatię kibiców. Oczywiście pamiętam go z punktu widzenia zwykłego kibica, byłem wtedy uczniem i chodziłem na mecze. Kiedy zawodnicy przechodzili przy płotach i przybijali "piątki", to ten Płuciennik był zawsze taki jakiś inny. Troszeczkę mniej zmęczenia wykazywał. Było widać, że wszyscy byli zmęczeni, styrani, podchodzili i dziękowali za doping, a Płuciennik zawsze jeszcze gdzieś wykrzesał z siebie trochę siły by dać jednak z siebie chociaż grymas uśmiechu. Bardzo waleczny, bardzo pożyteczny zawodnik. Jeśli chodzi o zawodników, którzy przyszli gdzieś z zewnątrz do Stomilu, to na przestrzeni ostatnich 21 już lat od awansu OKS-u do Ekstraklasy, był to najlepszy transfer. To był najbardziej pożyteczny zawodnik z zewnątrz i przeze mnie postrzegany jako taki, który stał się najbardziej olsztyński. Był bardzo sympatyczny i dało się to odczuć z punktu widzenia kibica, to zostało mi w pamięci. Nawet w relacjach, gdy czytało się opisy, patrzyło się na zdjęcia, kiedy świętowali zwycięstwo, czy zakończenie sezonu na wysokim przecież miejscu, bo za Jacka, Stomil liczył się i grał w górnej połówce Ekstraklasy, to to był zawsze taki fajny, szczery uśmiech i strasznie mi było szkoda, gdy odchodził z Olsztyna, nawet nie tylko z punktu widzenia sportowego, ale właśnie, że odchodzi fajny piłkarz, fajny zawodnik, fajny człowiek.

  • Rafał Szwed – były zawodnik Stomilu, prezes stowarzyszenia OKS Stomil Olsztyn:

- Bardzo dobry zawodnik, można powiedzieć, że był duchem drużyny. Duże doświadczenie, gdy przychodziłem do Stomilu, miał już wiele meczów w Ekstraklasie. Poza boiskiem bardzo fajny kolega, dużo pomagał, na boisku i poza. Ja mogę się o nim wypowiadać tylko w samych superlatywach. Na pewno dobrze czuł się w Olsztynie. Bardzo dobrze pamiętam moment, gdy dowiedziałem się o jego śmierci. Leżałem sobie w domu i zadzwonił do mnie Marek Kwiatkowski, że taka sytuacja miała miejsce. Dostaliśmy tą informacje bardzo szybko, bo praktycznie po samym wypadku. Pojechaliśmy z "Kwiatkiem" na miejsce wypadku i wyglądało to tragicznie. Szukaliśmy ze strażakami jego rzeczy. Jeszcze następnego dnia o świcie pojechaliśmy i pomagaliśmy policji w poszukiwaniach. Za każdym razem, gdy przejeżdżam tamtędy, to się przeżegnam i wspominam to wszystko.

  • Arkadiusz Klimek – były napastnik Stomilu:

- Na początku, gdy Jacek przychodził, każdy miał wrażenie, że się nie sprawdzi, nie zaaklimatyzuje. Później okazał się super kolegą i mi na prawdę bardzo dobrze się z nim grało. Potrafił bardzo dobrze przyjąć piłkę, zastawić się i w odpowiednim momencie podać do mnie lub innego kolegi. Wspominam go jako piłkarza bardzo dobrze, z reszta jako człowieka też. Był taki okres, że spaliśmy w jednym pokoju, był moim dobrym kolegą. Właśnie w 1998 roku odszedłem ze Stomilu do Zagłębia Lubin i informacja o jego śmierci była dla mnie wielkim szokiem.

  • Andrzej Biedrzycki – były zawodnik Stomilu, trener i długoletni działacz:

- Przede wszystkim to był bardzo fajny kolega, mogę nawet powiedzieć, że przyjaciel. Byliśmy bardzo blisko, spotykaliśmy się rodzinami. Bardzo charakterny chłopak, na którego zawsze można było liczyć. Bardzo wesoły i z poczuciem humoru. Był bardzo dobrym zawodnikiem, jednym z lepszą zastawą w polskiej lidze, ciężko mu było odebrać piłkę. Zaangażowany, gdy coś robił, to robił to na maksa. Ciężko tak w kilku zdaniach o nim opowiedzieć. Odszedł ze Stomilu, gdy ŁKS zdobył mistrzostwo Polski, właściciel klubu Antoni Ptak kazał mu wracać do łódzkiego klubu, którego był zawodnikiem. Było już prawie wszystko dograne, by Jacek został w Stomilu, ale w ostatniej chwili została zmieniona decyzja. Jacek bardzo dobrze się tu czuł, podobało mu się i miasto i atmosfera w klubie i wyjeżdżał z niechęcią. O śmierci Jacka dowiedziałem się od trenera Broniszewskiego, który zadzwonił z pytaniem jaki Jacek ma samochód, bo prawdopodobnie zginął w wypadku. Nie chciałem w to wierzyć, ale okazało się to niestety prawdą.

  • Andrzej Nakielski – były zawodnik Stomilu, trener i menadżer Naki Olsztyn:

- Byłem młodym zawodnikiem, gdy przychodziłem do Stomilu, a Jacek był zawodnikiem liczącym się, ciągnącym wózek, również w szatni. W szatni Jacek był zdecydowany i ostry, mający swoje zdanie. Ja go bardzo miło wspominam, bo zawsze jest tak w drużynie, że stary zawodnik ma jakiegoś młodego, którym się opiekuje. Tak było właśnie z Jackiem, był życzliwy i pomagał. Pamiętam, że jemu i Kazkowi Sidorczukowi wpadłem w oko i dużo mi obaj pomogli. Może nie byliśmy bliskimi kolegami, ale ta relacja straszy zawodnik-młodszy zawodnik była i pomógł mi wprowadzić się w zespół. O śmierci Jacka dowiedziałem się podczas jazdy samochodem z Arturem Lewandowskim, dziennikarzem Radia Olsztyn, który odebrał telefon i dowiedział się, że prawdopodobnie Jacek nie żyje. To się potwierdziło. Myślę, że Jacek był znaczącą postacią, charakterystycznym piłkarzem z dobrą zastawą, którego zawsze się będzie pamiętać. Do tej pory uczę młodych chłopaków by szeroko rozkładali ręce, jak Jacek. Na grę "na ścianę" był idealny. Z tego co wiem, to późno zaczął grać w piłkę. Nie pamiętam, czy to w Borucie Zgierz czy jeszcze mniejszym klubie, w każdym razie poszedł pierwszy raz na trening w liceum. Teraz takich zawodników nie ma, wszyscy trenują od małego, ale kiedyś tak, także Jaskulski tak trafił do piłki. Samorodne talenty.

Tagi: Stomil Olsztyn Jacek Płuciennik Andrzej Biedrzycki Andrzej Nakielski Rafał Szwed Maciej Świniarski

Komentarze

 _                   
| |                  
| |_ ___  _ __ _   _ 
| __/ _ \| '__| | | |
| || (_) | |  | |_| |
 \__\___/|_|   \__,_|
                     
                     
 

Najnowsze artykuły

Twitter