Andrzej Biedrzycki. Fot. Archiwum rodzinne

Andrzej Biedrzycki. Fot. Archiwum rodzinne

Trzecia rocznica śmierci Andrzeja Biedrzyckiego

21.04.20 21:09   rys   0  

21 kwietnia 2017 roku odszedł legendarny piłkarz Stomilu Olsztyn - Andrzej Biedrzycki. W trzecią rocznicę śmierci wspominamy popularnego “Konia”.

Dlaczego właściwie tak nazywali Biedrzyckiego kibice? - Wszyscy mówili, że miałem zdrowie do walki - mówił w jednym z wywiadów ikona Stomilu. - Walczyłem do końca, zawsze byłem przygotowany motorycznie. Miałem tzw. “końskie zdrowie” i stąd ta ksywa.

Andrzej Biedrzycki urodził się 19 października 1966 roku w Biskupcu. W miejscowej Tęczy stawiał pierwsze piłkarskie kroki, a na początku lat 80. przeniósł się do Olsztyna by reprezentować barwy Stomilu Olsztyn.

W tym klubie grał praktycznie przez całą swoją karierę. Raz musiał opuścić swój ukochany klub i grał dla Jagiellonii Białystok. Od sezonu 1984/85 zagrał w olsztyńskim klubie w 447 ligowych meczach, w których zdobył 30 bramek. W Stomilu był także trenerem, dyrektorem sportowym, a na końcu kierownikiem pierwszego zespołu.

Andrzej Biedrzycki był skromnym człowiekiem o dobrym sercu. Dla wielu to legenda i ikona tego klubu, ale on sam spokojnie do tego podchodził. - Czy czuj się ikoną? Nigdy tak do tego nie podchodziłem - mówił w 2015 roku w wywiadzie dla “Zin Stadion” (gazeta kibiców Stomilu - red.). - Jest wielu zawodników, którzy zasłużyli się dla tego klubu i zrobili dużo. Jestem jednym z wielu.

ALFABET ANDRZEJA BIEDRZYCKIEGO

Andrzej Biedrzycki dla Stomilu zagrał najwięcej spotkań w Ekstraklasie. 196 spotkań to dorobek olsztyńskiego obrońcy i dwa gole na najwyższym szczeblu rozgrywek.

“Biedrza” nie był oryginalny i po latach najbardziej wspominał mecz z Zagłębiem Lubin (2:2), czyli debiut w Ekstraklasie, a także mecz z Legią Warszawa zremisowany 3:3. W cytowanym przez nas wcześniej wywiadzie wspominał także o pamiętnym meczu z Widzewem Łódź, który to Stomil wygrał 1:0 po pięknym golu Daniela Dylusia.

Przed własną publicznością w latach 1994-2002 Biedrzycki nigdy nie strzelił gola. Do bramki rywali trafiał na Śląsku. Pierwsze trafienie zaliczył w 1995 roku, w przegranym 2:3 na wyjeździe meczu z Górnikiem Zabrze. Bramka padła już w 3. minucie meczu. Drugie trafienie “Biedrza” zanotował w 1997 roku w Wodzisławiu Śląskim. Stomil przegrał z miejscową Odrą 1:3. Łącznie w barwach Stomilu strzelił 30. goli, najwięcej w sezonie 1990/1991 - 14. Wtedy jednak grał jako… napastnik.

Po zakończeniu kariery został trenerem. Najdłużej pracował w Mrągowii Mrągowo. Był związany także z DKS-em Dobre Miasto, Startem Działdowo i GKS-em Wikielec.

W Stomilu pełnił rolę dyrektora sportowego, a na koniec był kierownikiem w sztabie Adama Łopatki.

Jak Andrzeja Biedrzyckiego wspominają koledzy z boiska?

Andrzej Nakielski: - Będę pamiętał Andrzeja jako aktywnego społecznika. Gdzie, coś się działo w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to zawsze tam był. Jak za czasów Bobo Kaczmarka, było trzeba podlewać trawę, to "Biedrza" był pierwszy. Mieliśmy cały czas ze sobą kontakt, mimo, że pracowaliśmy w innych klubach. To był dobry człowiek, pełen życia.

Arkadiusz Klimek: - Jestem w wielkim szoku i nie mogę się z tym pogodzić. Odszedł gość, który na boisku i poza boiskiem serce oddawał dla innych. O co człowiek nie poprosił, to on zawsze był gotowy pomóc. Zbyt szybko odchodzą tacy ludzie. Tak na gorąco, to ja nie wiem, co powiedzieć, bo do mnie to jeszcze nie dotarło, że Andrzeja nie ma wśród nas.

Tomasz Sokołowski: - Miał końskie zdrowie, dlatego kibice krzyczeli na niego "Koniu". Mało jest takich piłkarzy jakim był "Biedrza". On wkładał nogę tam, gdzie inni by jej nie włożyli. Był walczakiem. Na boisku rywalizować z nim, to nie było nic przyjemnego, było ciężko, bo Andrzej był zawsze zdyscyplinowany i odpowiedzialny na boisku. Zawsze był przygotowany na różne warunki pogodowe, a jak wyjmował buty z torby to każde lśniły, jakby miał je prosto z salonu obuwniczego. Dbałość o sprzęt go wyróżniała. Andrzej był zawsze pomocny, życzliwy, dusza towarzystwa, był organizatorem, miał duże poczucie humoru i dużo anegdot. Miał dobrą pamięć do wydarzeń z przeszłości.

Artur Januszewski: - Dla niego drugim domem był Stomil i żył tym klubem cały czas. Graliśmy razem przez 4,5 roku. On jako kapitan tworzył rodzinę w Stomilu, scalał wszystkie grupy, które powstawały w szatni. Ja byłem młodym zawodnikiem, ale Andrzej wprowadził mnie do szatni. Pamiętam jeszcze jak Wiktor był małym chłopcem i na rękach wchodził do szatni po wygranych spotkaniach.

Tagi: Andrzej Biedrzycki Tomasz Sokołowski Arkadiusz Klimek Andrzej Nakielski Artur Januszewski Stomil Olsztyn

Komentarze

     _ _          
    (_) |         
 _____| |__   ___ 
|_  / | '_ \ / _ \
 / /| | | | |  __/
/___|_|_| |_|\___|
                  
                  
 

Redakcja sport.egit.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Najnowsze artykuły

Twitter