Magda Gawrońska. Fot. sport.egit.pl

Magda Gawrońska. Fot. sport.egit.pl

M. Gawrońska zakończyła karierę. 20. sezonów i dość. ROZMOWA!

21.01.20 11:34   em   1  

Magda Gawrońska zakończyła karierę sportową. Wychowanka Łączności Olsztyn w seniorskiej koszykówce zagrała 20. sezonów. Po wyjeździe z kraju grała Niemczech oraz Francji. Teraz jest trenerem personalnym oraz dołączyła do redakcji naszego portalu. Od lutego dostępny będzie nowy ciekawy projekt, który na pewno przypadnie wam do gustu. Teraz zapraszamy do długiej rozmowy z Magdą, która opowiada nam o swoich przeżyciach w koszykarskim świecie.

- Jak zostałaś koszykarką? Co sprawiło, że właśnie w tej dyscyplinie sportowej się zakochałaś?

- Urodziłam się w Lidzbarku Warmińskim, ale tam w ogóle nie mieszkałam, tylko w jednej z okolicznych wiosek u moich dziadków. Tata pracował w olsztyńskiej fabryce opon i do Olsztyna trafiłam wtedy kiedy musiałam już iść do szkoły podstawowej. Jak mama zapisywała mnie do szkoły to byliśmy w dwóch podstawówkach przy ulicy Kołobrzeskiej. W SP3 w ogóle mi się nie podobało, tam weszłam i powiedziałam, że tutaj uczyć się nie chce. Dlatego zapisałam się do SP4, która współpracowała z Łącznością Olsztyn. Nauczyciele wprowadzali nas w koszykówkę na lekcjach, potem były dodatkowe zajęcia w formie SKS-ów. Po skończeniu trzeciej klasy trafiałam do klasy sportowej. Trenowałam wtedy wszystkie sporty, musieliśmy być najlepsi w przełajach jako gospodarz mistrzostw Olsztyna w Parku Kusocińskiego. Cała nasza reprezentacja koszykówki brała też udział w czwórboju. Wybór szkoły podstawowej zdecydował o tej mojej miłości do koszykówki.

- I jak zaczęłaś treningi w Łączności Olsztyn?

- To było w szóstej klasie. Przyszedł trener Roman Sakowicz i wyróżniające zawodniczki z tych SKS-ów zaprosił na treningi do Łączności, które wtedy odbywały się w sali szkoły handlowej przy ul. Paderewskiego. Przez Łączność przeszłam przez wszystkie kategorie wiekowe, chociaż tego okresu młodzików już nie pamiętam. Mi to się wszystko zamazuje, bo ja zawsze grałam w dwóch rocznikach. Jak byłam kadetką to łapałam się też do juniorek. W weekend grałam dwa spotkania, te sezony to już mi się mylą, tego grania w czasach juniorskich było bardzo dużo.

- Kiedy trafiłaś do seniorek?

- Byłam jeszcze kadetką, jestem urodzona w grudniu to miałam 15. lat. Doszło już do połączenia Łączności z innym olsztyńskim zespołem - TSK Hempix. Do tego zespołu dołączył trener Tomasz Majchrowicz. Pierwszy sezon był bardzo trudny, bo to była taka zbieranina młodych utalentowanych dziewczyn. Była m.in. Patrycja Gulak, która zaistniała swojego czasu w reprezentacji Polski. W tym sezonie trafiła do nas Natalia Trafimowa, która nie znalazła zatrudnienia w innym polskim klubie i dogadała się w Olsztynie. Wtedy mogła grać jedna zagraniczna zawodniczka w I lidze. Swoje namiary zostawił także trener Anatoli Bujalski, który w nowym sezonie był już szkoleniowcem Łączności Olsztyn.

- Przyszedł i zrobił awans.

- Tak. Dwa sezony zagrałam w I lidze oraz dwa Ekstraklasie. Potem zespół w Olsztynie przestał istnieć. Awans to był piękny moment w mojej karierze. Nasz skład to zespół młodych i gniewnych dziewczyn. Nie było znanych nazwisk, sporo dziewczyn z Olsztyna. W Ekstraklasie mało grałam, ale dużo skorzystałam z tego, że tutaj trenerem był Bujalski. Jako człowieka jednak nie wspominam go za dobrze.

- Dlaczego?

- My wtedy byłyśmy dziećmi i przyszedł do nas trener z byłego Związku Radzieckiego. Nie byłyśmy przyzwyczajone do takiego typu treningów, do jego dziwnych zachowań, których my nie rozumiałyśmy. Ja co drugi trening wychodziłam z płaczem, bo nie wiedziałam o co mu chodzi. On zwracał uwagę na takie szczegóły, że ja jako trener teraz na to zwracam uwagę, właśnie dzięki niemu, ale wtedy mi tego nie wytłumaczył dlaczego to robi. Miałam 16. lat a on z nami nie rozmawiał, nie miał psychologicznego podejścia, więc trzeba było do tego przywyknąć. Było ciężko za jego czasów. Nie wspominam go dobrze, ale jako trener nauczył mnie bardzo dużo. Ze wszystkich trenerów z jakimi pracowałam, to od niego wyciągnęłam najwięcej, a trenował nas przez trzy lata. Bujalski był trenerem z najwyższej półki, bo z reprezentacją Białorusi wystąpił podczas Igrzysk Olimpijskich i zdobywał medale podczas mistrzostw Europy.

- Łączność w Olsztynie upadała i musiałaś wyjechać z rodzinnego miasta.

- Z perspektywy czasu to wiem, że dobrze, że wyjechałam z Olsztyna, oczywiście szkoda, że w takich okolicznościach, że z dnia na dzień przestał istnieć klub, który walczył o czołowe miejsca w lidze. Dwa lata praktycznie przesiedziałam na ławce rezerwowych, grałam epizody, nie było tych minut za dużo. Gdybym wtedy grała więcej, to może bym więcej osiągnęła w przyszłości. Zespół rozpadł się z różnych względów i wybór padł na Białystok. Tam pracował trener Bogusław Bobka, który wcześniej trenował TSK i wziął mnie oraz Gośkę Kalinowską. Tam grałam dwa lata.

- Grając w Łączności zarabiałaś pierwsze pieniądze?

- A gdzie tam. Teraz możemy się śmiać, że Łączność nic mi nie jest winna, bo nic mi w formie pieniężnej nie dała. W I lidze zarabiałyśmy po 200 złotych, więc starczało nam z tego na buty. Grając w juniorach nie musiałam jednak płacić za żadne treningi i stroje sportowe, tak jak jest to teraz. Nic w sumie szczególnego nie miałyśmy w Łączności. Niby był masażysta, ale jako najmłodsze zawsze byłyśmy na końcu kolejki. Ja mogłam sobie w jacuzzi posiedzieć jak działacze przypadkowo załatwili. Nikt nas nie nauczył jak pracować na siłowni. Różnie bywało z odżywkami. Opieka medyczna była wtedy dramatyczna, jak jest teraz nie wiem, ale pewnie też szału nie ma. Różnie było też z dojazdami na mecze w czasach juniorskich. Jeździłyśmy starymi nyskami z telekomunikacji, które czasami odmawiały posłuszeństwa.

- I jak ci się grało na Podlasiu?

- W Białymstoku byłam czołową postacią, znajdowałyśmy się w czołówce I ligi. Zawsze jednak nam coś brakowało do awansu. Dzięki grze w Białymstoku trafiłam do najwyższej klasy rozgrywkowej. Podczas meczu w Lesznie na trybunach byli przedstawiciele Jeleniej Góry i nagrali mecz. Dzięki temu trener tego klubu zadzwonił do mnie, że mnie chce u siebie. Grałam tam przez 3,5 roku.

- Z jednego końca Polski trafiłaś na drugi koniec naszego kraju.

- I nie żałuję. Dużo tam grałam i byłam generalnie zadowolona. W czwartym sezonie zmienił się trener i poprowadził nas Krzysztof Szewczyk ze Śląska Wrocław, którego trenerem był Andriej Urlep i to od niego wiele czerpał. Można powiedzieć, że grałyśmy na wzór wielkiego Śląska. Po trenerze Bujalskim to było kolejna styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Pojawił się trener przygotowania fizycznego Dominik Narojczyk, który pracuje teraz z reprezentacją Polski mężczyzn. To co my robiłyśmy wtedy to było takie top level. Mieliśmy trenera, który dbał o nas. Nie było żadnej badziewiastej rozgrzewki. Wszystko było przygotowane od A do Z. Wcześniej grałyśmy wesołą koszykówkę, bo wcześniejsi trenerzy nie zwracali na to uwagi.

- To był twój najlepszy moment kariery w Polsce?

- Właśnie nie, bo najlepiej mi się grało w Brzegu, do którego trafiłam w trakcie sezonu. To były moje najlepsze trzy miesiące koszykówki na parkiecie. Moja forma wtedy eksplodowała i dobrze mi się grało u trenera Jarosława Zyskowskiego. Miałam wtedy średnio 14. punktów na mecz i sporo asyst. Trener mi ufał i dobrze mi się u niego grało. Do teraz mam kontakt z trenerem i miło go wspominam.

- A zespołowo gdzie najlepiej wypadłyście?

- Siódme miejsce zajęłam z drużyną z Leszna. W Jeleniej Górze też grałyśmy w play-offach, ale ciężko było się wbić wtedy do najlepszej czwórki. Prym wiodła wtedy Wisła Kraków, Lotos Gdańsk, CCC Polkowice czy zespół z Gorzowa Wielkopolskiego. Można z nimi było ugrać jakiś jeden mecz, ale nic więcej. Wynikowo najlepiej było w Łączności, bo czwarte i piąte miejsce, ale ja miałam minimalny udział w tym i nie mogę powiedzieć, że w Olsztynie decydowałam o wyniku. Na koniec w Polsce grałam w Poznaniu.

- I jak pojawiła się oferta z Niemiec?

- Pomogła mi Beata Krupska-Tyszkiewicz, która mnie poleciła do zespołu z Herner, który przebywał na obozie w Szczyrku. Pojechałam do nich, dogadaliśmy się i zdecydowałam na wyprowadzkę z kraju. Ten zespół wtedy raczkował, a teraz jest mistrzem Niemiec. W drugim sezonie zdobyłyśmy brązowy medal mistrzostw Niemiec. Poziom ligi niemieckiej był wtedy słabszy niż w Polsce. Pieniądze były na czas, może nie jakieś kokosy, ale wszystko było wypłacane. Trzymałam się z zagranicznymi zawodniczkami. Po tym pierwszym sukcesie klubu musiałam odejść i trafiłam do Francji. Pomogła mi jedna z koleżanek, z którą grałam w Jeleniej Górze. Spojrzałam na mapę i zobaczyłam gdzie to leży. Strasznie daleko, ale to mnie nie wystraszyło. Potem dopiero zorientowałam się, że to miasto partnerskie Olsztyna (Chateauroux - red.). Wszyscy tam wiedzieli skąd przyjechałam i byli zachwyceni. Miałyśmy trenera Bułgara, ale nie udało się awansować z NF2 do NF1. Poziom jednak był zdecydowanie lepszy niż w polskiej II lidze. Potem na dwa lata trafiałam do Colomiers koło Toluzy. To była liga wyżej. Pamiętam, że było tam bardzo ciepło i zimą nie nosiłam kurtki zimowej. Łącznie we Francji grałam cztery lata, bo byłam jeszcze w Chesnay - Versailles pod Paryżem. Spokojnie mogę oprowadzać wycieczki po stolicy Francji (śmiech - red.).

- I w ostatnim swoim sezonie kariery grałaś w Niemczech.

- Tak, ale najchętniej bym chciała to wymazać ze swojego życiorysu. W wieku 35. lat byłam w bardzo dobrej formie, ale miałyśmy tam trenera, dzięki któremu zakończyłam karierę. Trener nie był profesjonalistą, nie potrafił oddzielić życia prywatnego od sportowego, notorycznie się spóźniał, przekładał godziny rannych treningów, nie miał szacunku do nas jako kobiet ani zawodników. Wymyślał historie, żeby skłócić ze sobą wszystkich, aż okazało się, że nikt nie chce ze sobą rozmawiać, ale tak naprawdę nie wie dlaczego. Treningi były nudne, kilka miesięcy dzień w dzień robiłyśmy to samo, nie wiedział co to mikro i makro cykl. Sytuacja była o tyle patowa, ze prezes był zmanipulowany i nie chciał słuchać żadnych logicznych argumentów. Mimo sukcesu, jakim było drugie miejsce, z zespołu odeszło 10 zawodniczek na 12.

- Chyba nie tak sobie wyobrażałaś zakończenie kariery.

- Jasne, że nie. Mimo wszystko zajęłyśmy drugie miejsce w II lidze, ale nie dało to nam awansu. Ja myślałam, że jeszcze pogram dłużej w koszykówkę. Od stycznia było jednak dużo konfliktowych sytuacji. Byłam bardzo zmęczona tym badziewiastym sezonem. Jeździłyśmy małym busem w dniu meczu. Już mnie takie rzeczy męczyły. To nie było tak jak miałam 20 lat, że się jechało na drugi koniec Polski i hej przygodo. Fizycznie czuje się fantastycznie, ale psychicznie jestem zmęczona. Przyszedł taki moment, że na myśl o meczu wyjazdowym robi mi się nie dobrze i się nie chce jechać. Wolałabym robić coś innego np. pójść ze znajomymi na browara.

- Ciężko się odnaleźć po tylu latach gry w czasach bez koszykówki?

- Ja jeszcze się nie odnalazłam w nowym świecie. Obecnie jestem trenerem personalnym i jeszcze mam parę pomysłów na siebie.

- W Olsztynie nie chciałaś zakończyć kariery?

- Nie, nie ma takiego tematu. Nie chcę o tym więcej mówić. 20. sezonów to i tak piękny wynik. Jest niedosyt, ale nie mam takich warunków fizycznych, że nie wiadomo co mogłam osiągnąć. Byłam na Uniwersjadzie, gdzie Polska zdobyła brązowy medal, ale uszkodziłam kolano jeszcze przed startem rywalizacji. Szczęście w nieszczęściu, że trafiałam do fantastycznego fizjoterapeuty dr Biernata, który otworzył mi oczy na przygotowanie fizyczne i rehabilitacje. Dzięki niemu przez kolejne 12. lat nie miałam poważnej kontuzji. Były fajne i gorsze momenty. Nie znam innego życia. Zaczęłam grać w koszykówkę w wieku 10. lat i nie znam innego życia niż koszykówka.

- Jak wspominasz wyjazd do Bangkoku?

- To było w 2007 roku i ten wyjazd na Uniwersjadę otworzył mnie na podróżowanie po świecie. To była super przygoda. W drużynie siatkarzy był wtedy Pawła Woicki, który gra teraz w Indykpolu AZS Olsztyn. Siatkarze mieli wtedy świetną drużynie, ale turniej nie ułożył się po ich myśli. Ja niestety byłam na wycieczce, bo kontuzji doznałam w przed turniejowym sparingu. Medal mam, ale nie czuję jego wartości, szkoda takie życie. To co jednak przeżyłam w Azji, to moje.

- Jakbyś miała wybrać jeden moment w swojej karierze, który byś mogła zmienić, to co to by było?

- Na początku kariery mogłam iść do zespołu Pabianic. Gdybym w Jeleniej Górze nie podpisała bardzo długiego kontraktu, to może bym tam trafiła. Bo chciał mnie asystent, a nie chciał mnie pierwszy trener. Z perspektywy czasu poszłabym do silniejszego zespołu. Nie po to żeby grać, a być w silnym zespole nawet na ławce. Zdecydowałabym się także na wcześniejszy wyjazd zagraniczny, który nauczył mnie mnie życia, pokazał jak bardzo się różnimy a mimo tego możemy się wzajemnie szanować i nie oceniać innych przez pryzmat poglądów politycznych czy wyznawanej religii.

- Najlepsza koszykarka z jaką grałaś w jednym zespole?

- W Olsztynie to oczywiście Beata Krupska-Tyszkiewicz. Jak ona przyszła to bił od niej taki profesjonalizm, że myślę, że nasz zespół nie był na to gotowy. W Jeleniej Górze grałam z mistrzynią Europy - Katarzyną Dulnik. To była jej końcówka kariery, chociaż ona gra cały czas, jest niezniszczalna. Białorusinki z Łączności Olsztyn później zdobywały sukcesy. Marina Kres i Natalia Trafimowa uczestniczyły w igrzyskach olimpijskich.

- A do trenerki ciebie nie ciągnie?

- W wakacje prowadzę indywidualne treningi, w małych grupach od 1 do 4 osób. Zwracam uwagę na detale, dlatego preferuje taki rodzaj pracy. Przez kilka ostatnich lat prowadziłam grupy młodzieżowe w Niemczech i we Francji, mam na koncie np. złoty medal mistrzostw Niemiec z U15 Herner TC. W ostatnim moim sezonie trenowałam zespół rezerw. Być może otworzę swoją akademię, ale to pomysł na przyszłość.

Tagi: Olsztyn Magdalena Gawrońska Łączność Olsztyn

Komentarze

  1. 21.01.20 15:57 Piotr

    Jaką fajną kręcisz piłką ;)

     _ _ _       
    | (_) |      
  __| |_| |_ ___ 
 / _` | | __/ _ \
| (_| | | ||  __/
 \__,_|_|\__\___|
                 
                 
 

Redakcja sport.egit.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie stomil.olsztyn.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "trolling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp., a w skrajnych przypadkach do blokowania możliwości komentowania wiadomości przez poszczególnych użytkowników.

Twitter