Ksenia Woźniak i Jaonna Markiewicz. Fot. Emil Marecki / sport.egit.pl

Ksenia Woźniak i Jaonna Markiewicz. Fot. Emil Marecki / sport.egit.pl

Markiewicz i Woźniak podsumowują kolejny sezon w I lidze KKS-u Olsztyn

15.04.19 20:00   kyn   0  

Koszykarki KKS-u Olsztyn mają już wolne, ale cały czas trenują. Na parkiecie hali OSiR przy ul. Głowackiego będą spotykały się do końca czerwca. Przed jednym z treningów rozmawialiśmy z Joanną Markiewicz i Ksenią Woźniak. Jaki był to sezon dla KKS-u Olsztyn, czego brakuje drużynie, co robią poza grą w koszykówkę. M.in. tego dowiecie się z naszej rozmowy.

- Za wami kolejny sezon w I lidze. Ponownie utrzymanie wywalczyłyście grając w play-autach.

Joanna Markiewicz: - Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że my i kibice jesteśmy przyzwyczajeni do tej walki o utrzymanie w takich okolicznościach. Mamy taki skład, a nie inny. Gdyby nas wzmocniły dwie zawodniczki, które mogłyby się poświęcić całkowicie koszykówce, byłby inne warunki, to może mogłybyśmy grać o coś więcej.

Ksenia Woźniak: - Jest niedosyt, że znowu grałyśmy w tych play-outach. Jak spojrzymy na nasze warunki finansowe, to nikogo nie powinno dziwić gdzie gramy. Co roku inne zespoły się zbroją, ściągają dziewczyny z Polski. U nas raczej nikt nie dochodzi, są bardziej straty i ubytki. Jakoś tam przędziemy sobie w tej I lidze.

JM: - Możemy to przekształcić w sukces, bo my kolejny już sezon praktycznie tym samym składem, gdzie wszystkie dziewczyny są z Olsztyna, utrzymujemy się w rozgrywkach. W Polsce mało jest takich przypadków, gdzie drużyna oparta jest na swoich zawodniczkach, bo np. Jola Wichłacz tak długo jest z nami, że traktujemy ją jako wychowankę. Analizując wszystkie spotkania, to nie było tak, że przegrywałyśmy wyraźnie. Były to spotkania na styku, przegrywałyśmy małą ilością punktów. Patrząc tak na to, to nie było tak źle.

KW: - Stąd ten niedosyt. Dwa-trzy mecze byśmy wygrały i byłaby gra o najlepszą czwórkę.

- W ostatnim wywiadzie dla sport.egit.pl trener Tomasz Sztąberski strasznie narzekał na regulamin rozgrywek. Jak wy do tego podchodzicie?

JM: - Jest to niesprawiedliwe. My gramy cały czas tym samym składem, nie mamy się kim wspomóc. A w niektórych klubach dziewczyny z Ekstraklasy mogą grać też w I lidze. To powoduje, że w przypadku problemów mogą grać na zapleczu. Wtedy gra i wynik jest zupełnie inny. Tak się nam trafiło, że do Olsztyna Arka i Politechnika przyjechały w mocniejszym zestawieniu.

KW: - Potem patrzyłyśmy jak grały z innymi zespołami, to w normalnym zestawieniu przegrywały z drużynami, które my ogrywałyśmy. Jest to niesprawiedliwe. Spokojnie byśmy się utrzymały, gdyby nasze rywalki nie mogły korzystać z zawodniczek z Ekstraklasy. Jeszcze trzeba pamiętać także o Łomiankach.

- Dało się może coś więcej jednak wycisnąć z tego sezonu?

JM: - Po każdym meczu jest analiza i zawsze z niech wychodzi, że może być lepiej. Spokojnie trzy-cztery spotkania mogłyśmy wygrać.

KW: - Ciężko było się nam wstrzelić żeby wszystkie pięć dziewczyn było w formie. Jak wszystkie dziewczyny zatrybiły to było nam łatwiej o zwycięstwo. Jedna, dwie zawodniczki w formie to za mało.

- Co się stało z waszą skutecznością? Mimo dobrej gry w obronie, to jednak w ofensywie wyglądało to gorzej.

JM: - Na treningach wyglądało to dobrze, nawet po treningach zostawałyśmy i trenowałyśmy rzutu z dystansu, półdystansu. Przychodzi mecz u siebie i nasza skuteczność wynosi 30 procent. Załamka. Nie wiem czy to siedzi w naszych głowach, czegoś się boimy?

KW: - Skoro kilkanaście godzin przed meczem są te umiejętności, to musi wchodzić w grę strefa mentalna.

JM: - W ostatnim meczu w Aleksandrowie Łódzkim rywalki postawiły strefę i co nam zostało? Musimy rzucać i nam wchodziło, jakbyśmy nie trafiały, to w tym meczu też by było ciężko. Miałyśmy dobre procenty skuteczności, a w poprzednich spotkaniach niestety tak nie było.

KW: - Były takie spotkania, że kompletnie nic nie wchodziło za trzy punkty. Jedna, dwie "trójki" na początku strefy i to zmienia oblicza meczu.

- Pod koniec sezonu z gry wypadła Jolanta Wichłacz i cała gra opierała się na 16-latce. Jak wy podeszłyście do tego, że na tak ważnej pozycji gra młodziutka Marta Sztąberska.

JM: - Już wcześniej jeździła z nami na mecze, dostawała swoje szanse w zależności od tego jak na parkiecie spisywała się Jola. Ja nie patrzyłam na to, że jest młoda, czy jest córką trenera. Na boisku ma pokazać, że te jej miejsce się należy. To robiła i ta nasza gra się kleiła.

- Czujecie się liderkami tego zespołu? Jak was nie ma, to zespół praktycznie nie istnieje.

JM: - Nie można tak powiedzieć. To pozostałych dziewczyn trzeba się zapytać jak się czują na boisku gdy grają z nami, a jak nas na nim nie ma. Ja się nie czuję liderką, ale można powinnam zmienić nastawienie i dzięki temu dziewczyny będą czuły się pewniej.

KW: - Ten sezon pokazał, że Wóźniak to nie to sama zawodniczka co Zajączkowska (śmiech - red.).

JM: - Trzeba przyznać, że gramy mocno nierówno indywidualnie i jako zespół. To pewnie jest spowodowane stresem z życia prywatnego, z naszego trybu pracy. To jednak też nie jest tak, że tylko zawodniczki KKS-u łączą grę w I lidze z pracą zawodową. Nie chcemy na to zwalać, ale ten stres się kumuluje i brakuje tych sił na weekend.

- To jak nie czujecie się liderkami, to może nauczycielkami? Co sezon do drużyny dołączają zawodniczki z grup juniorskich.

JM: - To znowu pytanie nie do nas. Różnie z tym bywa, bo są takie zawodniczki, którym nic nie można powiedzieć, bo wiedzą lepiej i nie życzą sobie uwag. Czasami lepiej się nie odzywać i wszystko zostawić dla trenera. Mimo wszystko nawzajem staramy sugerować sobie jak się lepiej ustawić w obronie czy w ataku. Staramy sobie mówić na bieżąco co można poprawić w naszej grze.

- Jesteście w tym zespole już bardzo długo. Można powiedzieć, że tworzycie historię tego klubu.

KW: - Nigdy nie myślałam o tym w takich kategoriach. Może za dziesięć lat będzie można użyć słowa legenda.

JM: - Teraz będzie nasz dziesiąty sezon w I lidze.

KW: - Tyle dziewczyn się przewinęło przez ten zespół, a od początku zostałam tylko ja, Asia oraz Natalka i Kamila Żukowskie. Od czasów gimnazjum tylko my zostałyśmy. Gdzieś tam po drodze dziewczyny się wykruszały.

JM: - W świat poszła tylko Alicja Minczewska.

- Grzegorz Lech w Stomilu jest świadomy tego liderowania i chce brać odpowiedzialność za ten zespół. A Ty Asiu?

KW: - Asia nie robi Kormoranów (śmiech - red.).

JM: - Ja też tak robię (bierze odpowiedzialność - red.), ale że czasami nie wychodzi... To pewnie wynika z braku pewności siebie. Brakuje nam w zespole takiej zawodniczki, która jak coś nie wychodzi to tę 3. czy 4. akcję zakończy. Czasami podejmuję złe decyzje. Wiem, że sama powinnam skończyć, mam lepszą pozycję, to podaje. Nie wiadomo czemu...

- Były propozycje odejścia z zespołu?

JM: - Ja miałam, ale to było X-lat temu, wtedy jak grałam jeszcze w juniorskich reprezentacjach Polski. Potem pojawiły się studia licencjackie, potem magisterskie, a teraz jest praca.

KW: - Ja to w ogóle nie miałam żadnych propozycji. Jestem jednak tak mocno przywiązana do Olsztyna, kocham to miasto, że nie myślałam o żadnym transferze.

- Czeka was okres roztrenowania, potem wolne, następnie obóz przygotowawczy, pewnie turniej w Płocku i w październiku rusza nowy sezon I ligi. Nie denerwuje was, że tej koszykówki jest tak mało? Ledwie zaczęłyście sezon, a on się skończył.

JM: - Tak to się szybko kończy, bo nie gramy o nic więcej jak o utrzymanie. Okres roztrenowania mamy do końca czerwca, do końca roku szkolnego. Chyba jesteśmy jednym takim zespołem, który razem tak długo trenuje. W innych zespołach dziewczyny trenują indywidualnie albo nic nie robią do czasu startu przygotować. Ten sezon jest mocno wyczerpujący. Grałyśmy w każdy weekend, a były także spotkania w środku tygodnia. Ten czas wolnego się przyda. W tym okresie jest czas pomyśleć co było źle, poćwiczyć nad sobą. Wzmocnić mięśnie, przygotować się do następnego sezonu. Czas szybko leci, bo zaraz maj, potem czerwiec, chwila wakacji i zaczyna się okres przygotowawczy.

KW: - Ten miesiąc jeszcze spokojnie mogłyśmy grać, ale jak nie osiąga się tego wyniku sportowego, to niestety mamy już wolne.

JM: - W tym czasie wolnym nigdy nie grałam w zawodach "3 x 3", raz może gdzieś amatorsko grałam. Zawsze się bałam, że podczas takich gier doznam urazu i nie będę mogła grać w lidze.

- Czego brakuje KKS-owi żeby mógł spokojnie powalczyć w I lidze? Tak, żeby nie było kolejnej walki o utrzymanie, a gra w środku stawki.

JM: - Ja sobie osobiście życzę, żeby nigdy nie zabrakło mi motywacji do gry. Jak to będzie, to będziemy walczyć.

KW: - Brakuje nam zawodniczek do gry, bo teraz skład uzupełniałyśmy młodymi zawodniczkami. My jesteśmy tutaj nie dla pieniędzy i tak będzie do końca. Fajnie jakby dwie wartościowe zawodniczki do nas dołączyły. Jeszcze nie było rozmów w sprawie kadry więc ciężko powiedzieć.

JM: - Musimy mieć na treningu dziesięć zawodniczek, żeby mieć z kim rywalizować. Nie może dojść do sytuacji, że któraś z nas będzie grała, bo i tak trener nie ma kogo wstawić do pierwszej piątki. Motywacja spada jak nie ma z kim walczyć.

KW: - Na początku sezonu było czuć oddech na plecach młodych dziewczyn, które teraz niestety zbłądziły. W turniejach przedsezonowych trener stawiał na młode dziewczyny, grałyśmy pół na pół. Ja wiedziałam, że muszę się zmobilizować, żeby grać. Niech ktoś nie myśli, że jak tutaj przyjdzie, to my się poddamy. Z drugiej strony musi być rywalizacja w zespole.

JM: - My za zasługi nie gramy, musimy wszystko wywalczyć na treningu. Te dziewczyny, które odeszły myślały, że wszystko przyjdzie szybciej? A jak już się wejdzie na boisko to nie trzeba za dużo walczyć? Może brakować umiejętności, ale musi być charakter i walka. Koszykówka to nie tylko atak, a także obrona. Kamila Żukowska już kilka sezonów jest z nami, wcześniej mało grało, aż przyszedł ten sezon. Dostała swoją szansę i ją wykorzystała. Jak zostanie z nami to będzie już bardziej doświadczona i nam pomoże.

- Trener Tomasz Sztąberski należy do impulsywnych osób. Po tylu latach gry robi to na was jeszcze wrażenie, że coś krzyknie czy się zezłości?

KW, JM: - Nie (śmiech). Znamy trenera od tylu lat, on zna nas.

JM: - Jak trener krzyknie, to ja tego nie odczuwam. I nie chodzi mi o to, że go olewam czy nie słucham, po prostu jest to dla mnie naturalne.

KW: - Trenerzy wyciągnęli z nas już maksa. Czasami brakuje świeżego spojrzenia na naszą grę.

- Ksenia ty oprócz trenowania młodych adeptów koszykówki jesteś trenerem personalnym. Jak to ci pomaga w grze?

KW: - Zawsze swoją przyszłość wiązałam ze sportem. Nie wiedziałam jak to będzie wyglądało w przyszłości i cieszę się że jest tak, a nie, że siedzę za biurkiem. Nie wyobrażam siebie w roli księgowej. To nie jest mój świat. Dobrze się w tym odnajduje. To jest sport, a pomagam teraz innym. Dużo współpracuje z dziećmi. To jest słuszny kierunek.

- Ty Asiu natomiast pracujesz w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego.

JM: - Tak, ale różni się to od pracy z młodzieżą w klubie. W szkole uczymy wszystkiego i pracujemy wg. podstawy programowej. W klubie pracujemy z dziewczynami, które konkretnie chcą zostać koszykarkami. W szkole nie zamykam się tylko na koszykówkę, inne formy ruchu też lubię. Ostatnio np. grałam w tenisa.

- W przyszłości poprowadzicie zespół seniorek?

JM: - Oj chyba nie, ja to bym chciała pozostać przy młodzieży.

KW: - Nigdy nie mów nigdy, bo wcześniej nie spodziewałam się, że będę pracowała z młodymi zawodnikami. Raczej jednak nie myślę o pracy w seniorach.

Tagi: KKS Olsztyn Ksenia Woźniak Ksenia Zajączkowski Joanna Markiewicz

Komentarze

     _                
    | |               
  __| |_   _ ______ _ 
 / _` | | | |_  / _` |
| (_| | |_| |/ / (_| |
 \__,_|\__,_/___\__,_|
                      
                      
 

Najnowsze artykuły

Twitter